«

»

Krótki test żywności liofilizowanej

Główny tekst dotyczący zagrożeń właśnie się pisze. Zajmuje to jednak tak dużo czasu, że w ramach pokazania Wam, że jeszcze żyje, wrzucę coś krótszego. Co prawda jest to nieco oderwane od reszty strony, bo szczegółowe teksty o sposobach przechowywania żywności planowałem wrzucać później, jednak te kilka stron może dać Wam ciekawy obraz jednego ze sposobów konserwacji żywności.

Gościnny tekst mojego dobrego znajomego i „preppingowego wspólnika” Bruna. Naukowe podejście do testu liofilizowanego żarcia.

Liofilizacja – jedzenie na sucho

Liofilizacja to suszenie sublimacyjne zamrożonych substancji. Wodę usuwa się z produktów w obniżonej temperaturze i przy obniżonym ciśnieniu. Pozwala to usunięcie z żywności około 90% wody. To z kolei powoduje znaczne obniżenie wagi przy zachowaniu pełni wartości odżywczych przygotowywanych produktów.
Dodatkową zaletą liofilizatów jest fakt, że można je przechowywać bardzo długo. Czas ten liczy się w dziesiątkach lat, przy zachowaniu odpowiednich warunków: stabilna, względnie niska temperatura, brak dostępu tlenu oraz wilgoci.

Komercyjne liofilizaty dostępne są najczęściej jako gotowe dania – pakowane jako jedno lub dwu-”osobowe” porcje. Posiłki takie – o wartości kalorycznej nawet 600kcal są wyjątkowo lekkie (nie więcej niż 150-200g) i łatwe w transporcie (grube foliowe bądź mylarowe woreczki).
Takie – dostępne w sklepach turystycznych – produkty są niestety dość drogie. Postanowiłem więc zakupić liofilizowane „surowce” i przygotować samemu gotowy obiad. Okazuje się, że zakup prostych produktów nie stanowi większego problemu.

Do przygotowania „testowego” dania posłużyły następujące półprodukty

lio_tabela

Każdy ze składników przygotowałem w taki sam sposób (każdy składnik z osobna, żeby sprawdzić walory smakowe, zapachowe i wizualne): do niewielkiej miseczki wsypałem odważoną ilość suszu a następnie zalałem wrzątkiem w ilości opisanej w tabeli. Ilość wody wypisana powyżej i przyporządkowana każdemu ze składników, to taka, pozwalająca na uzyskanie przyjaznej podniebieniu konsystencji produktu „rewitalizowanego” z suszu. Do tych ilości doszedłem metodą prób i błędów.

Obserwacje, które udało mi się poczynić w czasie przygotowywanie składników. O ile susz prawie nie pachnie i ma nieco przytłumione barwy, o tyle w momencie zalania go wrzątkiem uwalnia się niesamowita ilość bardzo intensywnego zapachu „świeżego” produktu. Najprzyjemniejsza pod tym względem okazała się kukurydza i brokuły. Najmniej przyjemne – ziemniaki. Pozostałe produkty pachniały równie mocno i intensywnie… z wyjątkiem kurczaka, ale ten zwykle charakteryzuje się brakiem własnego smaku oraz zapachu. Dlaczego więc inaczej miałoby to być w przypadku kurczaka poddanego liofilizacji? Warto wspomnieć, że liofilizowaniu poddaje się ugotowane mięso.
Test smaku pojedynczych niczym nie przyprawianych składników wykazał, że za intensywnym zapachem i kolorem (zalewane wodą produkty odzyskują naturalny kolor) idzie równie silny smak. Wszystkie – poza ziemniakami – składniki były bardzo smaczne. Intensywność smaku pomidora przekroczyła moje oczekiwania. Był nawet nieco „zbyt pomidorowy”.
Ziemniaki natomiast są absolutnie niejadalne (w sensie wrażeń smakowych!), jeśli mocno się ich nie przyprawi. Podejrzewam- co nie zostało jeszcze sprawdzone, że przysmażenie puree (tak bowiem mniej więcej zachowują się ziemniaczane kostki po uwodnieniu) z dodatkiem – również uwodnionej – cebuli, może dać zadowalające efekty.

Wymieszanie składników (kurczak z warzywami i sosem pomidorowo-cebulowym + ziemniaki i brokuły) dało danie o w miarę zadowalających walorach smakowych i bardzo bogatym zapachu i kolorze. Jedyną dodaną przyprawą był pieprz.
Kurczak więc pozostał nieco bez smaku. Tu również przydałoby się przesmażenie. Wraz z dodanymi warzywami, odrobiną bazyli, pieprzu lub innych przypraw.
Soli – jako, że specjalnie nie lubię – nie dodałem do niczego prócz ziemniaków, co w pewnym stopniu poprawiło ich zjadliwość.

Jak widać z tabelki, wartość kaloryczna całego posiłku nie powala na kolana. 360 kcal to zaledwie połowa energii, jaką dostarcza komercyjne Trek’n'Eat. W skład bowiem takiej turystyczne potrawy, poza składnikami z grubsza podobnymi jak w moim testowym obiadku, wchodzi całkiem spora ilość tłuszczów, które jak wiadomo są mocno kaloryczne.
Również zastąpienie ziemniaków liofilizowanym ryżem lub makaronem (ryżowym bądź takim, jaki stosowany jest w „chińskich zupkach”) byłoby wskazane. Po pierwsze ze względu na ilość dostarczanych kalorii, a po drugie – dla poprawienia walorów smakowych.

Tak więc – ostatecznie – wydaje się, że wytwarzanie domowym sposobem turystycznych lub survivalowych racji żywnościowych z produktów liofilizowanych nie jest najprostszym i najsensowniejszym zajęciem. W tej roli dużo lepiej sprawdzą się gotowe (choć droższe) komercyjne produkty. Prawdziwie sensownym natomiast zastosowaniem prostych liofilizowanych składników jest długoterminowe przechowywanie żywności.
Po pierwsze – ze względu na łatwość przechowywania. Po zakupie i porcjowaniu należy wyłącznie zadbać o odpowiednie warunki: brak dostępu tlenu, wody i światła. A także o względnie niską („piwniczną”) temperaturę. Tak przechowywane mięso, warzywa, owoce, zioła czy grzyby mogą być przydatne do spożycia nawet po 20 i więcej latach składowania.
Po drugie – ze względu na niską wagę (a w przypadku mięsa również objętość). 20-25g liofilizowanego kurczaka odpowiada w przybliżeniu 130-150g świeżego mięsa. Można więc z duża dozą pewności założyć, że kilogram liofilizatu odpowiada 40 porcjom. Takiej wydajności „z kilograma” nie da się uzyskać przy żadnej innej metodzie składowania mięsa.

Ostatni, ale być może najważniejszy wniosek z przeprowadzonego doświadczenia: ani w dniu spożycia ani w ciągu następnych dni nie odczułem żadnych przykrych skutków ubocznych w postaci niestrawności, zatrucia czy podobnych. Liofilizaty przygotowane wyłącznie za pomocą wrzątku są w pełni jadalne, a w większości również smaczne.

Na koniec pare zdjęć przygotowanego posiłku:

To przyszło w paczce

To przyszło w paczce

Liofilizaty podczas wchłaniania wody

Liofilizaty podczas wchłaniania wody

Gotowe danie na chwilę przed konsumpcją

Gotowe danie na chwilę przed konsumpcją

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć tych znaczników i atrybutów HTMLa: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>